Szydło zmarnowała życie synowi już na starcie

27 maja 2017

Beata Szydło zmarnowała swemu synowi życie, nałożyła mu – że posłużę się metaforą – buty kłamstwa, którymi będzie szedł przez swój żywot.

Cokolwiek sądzić o wierze, nie ma takiego boga, który oczekiwałby, aby mu służyć. Nie ma! Dlaczego żaden z bogów nie wpadnie na Ziemię i powie: – Cześć dziewczyny i chłopaki, jak wam leci życie?

Kiedyś był jakiś sens „służby bogu”. Awans społeczny – choć nie dla wszystkich – bojaźń przed światem, przed sensem egzystencji, bycie bliżej władzy, bo władza była sacrum. A dzisiaj? Zakłamanie, a do tego kler jest niezbyt lotny, oprócz kilku postaci, w tym papieża Franciszka.

I wcale nie chodzi o ateizm, bo to rzecz wtórna: wierzysz – nie wierzysz. To jest metafizyka – bojażń i drżenie kapitalne uchwycone i opisane przez Kierkegaarda.

Życie jest czymś tak wspaniałym i unikalnym, iż poświęcenie zywota służbie niebytowi winno być napiętnowane, zwłaszcza współcześnie, gdy wiemy więcej i więcej.

Syn Szydło, 25-letni Tymoteusz przyjął święcenia w katedrze św. Mikołaja w Bielsku-Białej.

Przegrał życie na samym początku. Mogę mu tylko współczuć. Jemu, tak jak współczuję Polsce, że taka nierozgarnięta osoba jest premierem rządu polskiego.

To są czarne dni Polski. Musimy sobie z tym poradzić.

>>>

tagi: , ,

Napisz odpowiedź