g-2

„Nawet w najcięższych czasach może być wesoło”. Mann, Bereś i inni o książkach Chmielewskiej

Jacek Kowalski, Michał Wybieralski, PAP

 

07.10.2013
Joanna ChmielewskaJoanna Chmielewska (Fot. Tomasz Wiech / AG)

Bawiła wszystkich, kobietom dostarczała bohaterek inteligentniejszych niż mężczyźni, a jej intrygi wywoływały wypieki na twarzy podczas wakacyjnej lektury – takie wspomnienia wiążą się z lekturą książek Chmielewskiej
W wieku 81 lat zmarła w poniedziałek Irena Kuhn, znana czytelnikom pod pseudonimem Joanna Chmielewska. Jej książki w PRL sprzedawano spod lady, a w latach 90. w milionach egzemplarzy. Była królową literatury popularnej – tak Wojciech Orliński pisze o Joannie Chmielewskiej.

Jak jej książki wspominają inni?

Joanna Bator, pisarka, laureatka tegorocznej Nagrody Nike

Z książek Chmielewskiej pamiętam jedną scenę: bohaterka siedzi w jakiejś dziurze, więc aby uwolnić się z opresji sięga po to, co ma pod ręką. Jakieś szydełko, czy drut od robótek. I z pomocą tego przedmiotu – najprostszego, kobiecego – uwalnia się. To było bardzo feministyczne i jednocześnie przewrotne w wydźwięku. Miałam wtedy, gdy to czytałam dwadzieścia kilka lat. Później przeczytałam jeszcze dziesiątki tysięcy książek; nie po każdej coś zostawało w głowie czy w sercu. Jeśli dziś pamiętam tę jedną scenę z Chmielewskiej – to znaczy, że naprawdę miało to dla mnie znaczenie. Tak wówczas, jak i teraz.

Wojciech Mann, dziennikarz muzyczny

Bardzo dawno temu przeczytałem kilka kryminałów Joanny Chmielewskiej. Tak naprawdę zaczynałem od „Lesia”, później przyszła pora na kryminały. To była wspaniała zabawa! Jej język trafił w moje poczucie humoru. Dziś zostało mi z tego poczucie, że nawet w najcięższych, najbardziej ponurych czasach może być wesoło za sprawą dobrej książki.

Piotr Głuchowski, autor kryminałów

Mam z Joanną Chmielewską bardzo ciepłe wspomnienia. Pamiętam, jak w latach 70. moja babcia – nauczycielka języka polskiego i dyrektorka szkoły w Sochaczewie zaczytująca się w powieściach Chmielewskiej – podsunęła mi jedną z nich do przeczytania. To były „Boczne drogi”. Jedna z postaci wyrusza w podróż, a następnie, gdzieś w Górach Stołowych, przepada na amen. Pamiętam, że gdy to czytałem, było deszczowe lato. Spędzałem je nad Zalewem Zegrzyńskim w domku letniskowym z dykty. Deszcz miarowo uderzał w dyktę, czas stał w miejscu… Nie wiedziałem, jak wyglądają Góry Stołowe, gubiłem się w domysłach, jak można się tam zgubić. Moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Nie mogłem spać, miałem wypieki. Dzisiaj mogę powiedzieć, że to było magiczne lato z Chmielewską – że tak naprawdę ona, jej książka, ogromnie poruszyła moją wyobraźnię.

prof. Przemysław Czapliński, literaturoznawca i krytyk literatury z Uniwersytetu Adama Mickiewicza

Popularność prozy Joanny Chmielewskiej wynika z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze – z łagodnej wersji feminizmu. Jej bohaterki, choćby detektyw-amatorka Joanna, były inteligentniejsze od mężczyzn, lepiej radziły sobie z rozwiązywaniem intryg kryminalnych. Ten feminizm nie sięgał jednak u Chmielewskiej progu domu czy łóżka, tam dominowały stosunki patriarchalne.

Po drugie – w tych powieściach było dużo dowcipu, humoru. Chmielewska potrafiła każdą rzeczywistość obrócić w żart. Kiedyś powiedziała, że jeśli przyznawano by Nagrody Nobla za rozśmieszanie ludzi, to ona powinna taką nagrodę otrzymać.

Po trzecie – jej intryga kryminalna wdzierała się do zwykłej rzeczywistości, toczyła się w codziennym życiu i dotyczyła takich zwyczajnych rzeczy, jak choćby kolekcji znaczków pocztowych.

Lektura jej prozy dostarczała więc wybuchów śmiechu, zaciekawienia, a całe rzesze kobiet odnajdywały w tych książkach towarzyszące im poczucie, że są od mężczyzn inteligentniejsze, lepsze, tylko ten świat jest na odwrót urządzony, ale może kiedyś to się zmieni.

Czy Chmielewska będzie autorką ponadczasową? To już nie zależy od niej. Ona zrobiła wszystko, co mogła, zostawiając swoim czytelnikom worek powieści. Książki przenoszą się jak choroby, ludzie się nimi zarażają. Jeśli czytelnicy i miłośnicy prozy Joanny Chmielewskiej będą nią zarażać inne osoby, podsuwać te książki swoim dzieciom, to wciąż będzie czytana.

Witold Bereś, dziennikarz, członek Stowarzyszenia Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej „Trup w szafie”

Była niezwykle radosną, dowcipną kobietą, autorką książek, na których Polacy uczyli się powieści kryminalnej. Ale przede wszystkim przez 50 lat uczyła Polaków poczucia humoru. Jej książki były jakby wyjęte z kontekstu politycznego, bohaterowie może nawet czasem byli lekko niewiarygodni, bo podróżowali swobodnie po świecie, ale byli przede wszystkim bardzo uśmiechnięci. Znana z wielu jej powieści postać przystojnego i inteligentnego funkcjonariusza MO to była gra konwencją, powieść sensacyjna musi mieć bohaterów stojących po stronie prawa. To nie przeszkadzało, nie była to gloryfikacja tępych pałkarzy biegających po ulicach i bijących studentów. Powieści Chmielewskiej to był świeży oddech w strupieszałej atmosferze ponurej polskiej prozy drugiej połowy XX w. W tamtych latach nie było innych powieści komercyjnych, pop-powieści, tylko to, co pisała Chmielewska. To niezwykłe, że jej się udało w trudnych czasach stworzyć powieści, które były hitami na całym świecie, w Rosji ciągle jest jedną z najpopularniejszych pisarek z ogromną liczbą tłumaczeń, z nakładami dużo większymi niż w Polsce. Powieści Chmielewskiej są ponadczasowe, można je czytać po dziś dzień. Udało jej się uciec z pętli propagandy i ideologii czasów PRL-u, stworzyć literaturę optymizmu i uśmiechu. To wielkie osiągnięcie.

Wyborcza.pl

Napisz odpowiedź