Cocomo

Dziewczyny zaczepiają mężczyzn pod klubem go-go. A ksiądz Adam płoszy klientów, stojąc obok w sutannie

Marta Górna, Ludmiła Anannikova, 13.01.2014

- Czy chce ksiądz, żeby klub upadł!? – krzyczy zdenerwowana striptizerka. – Przyszedłem się podzielić radością modlitwy – odpowiada spokojnie kapłan.
Do reklamówki wkłada różańce, ubiera się w sutannę, idzie na poznański Stary Rynek, pod klub Cocomo. Trzyma w rękach transparent: „Chcemy ci powiedzieć, że Bóg jest i może dziś przemienić twoje życie”.

- Czy chce ksiądz, żeby klub upadł!? – krzyczy zdenerwowana striptizerka.

- Przyszedłem się podzielić radością modlitwy – odpowiada spokojnie kapłan.

Dywersja w sieci i w realu

Zaczęło się w listopadzie ub.r., gdy ks. Adam Pawłowski – wysoki brunet – w czarnym wełnianym płaszczu szedł przez Stary Rynek. Podeszły dziewczęta z różowymi parasolkami. Zaproponowały, by wszedł do klubu na striptiz i drinka.

- Jestem księdzem, tyle że po cywilnemu – odpowiedział.

Kobiety uciekły spłoszone. A ksiądz wpadł na pomysł, by doprowadzić do upadku jaskinię rozpusty.

W mikołajki – ubrany w sutannę, w towarzystwie członków duszpasterstwa akademickiego – zjawia się na Starym Rynku. Zatrzymują się przy Cocomo. I Pawłowski zaczyna nawracać promotorki, czyli naganiaczki z parasolami. Zauważa, że sutanna płoszy klientów klubu.

Dywersję uprawia także na blogu. Do wiernych pisze: „Zachęcam wszystkich, by rozmawiali z parasolkowymi paniami. Chodzi o to, by zająć im czas. Jeśli rozmawiają z nami, nie rozmawiają z potencjalnymi klientami”.

I Bóg stworzył orgazm…

Adam Pawłowski ma 36 lat. Księdzem jest od jedenastu. Chciał być bankowcem, skończył liceum o profilu matematyczno-fizycznym. Był oczywiście katolikiem, ale praktykował, jak sam mówi, powierzchownie.

- W kościele się nudziłem, wolałem grać w piłkę. Popijałem, paliłem papierosy.

Miał 17 lat, gdy kolega zaprosił go na rekolekcje. – Poznałem tam ludzi, którzy mówili, że Bóg pomógł im rozwiązać problemy. Zainspirowało mnie to do poszukiwań, ale o kapłaństwie nie myślałem. Wierzyłem, że będę miał żonę, dieci.

Kolega z rekolekcji pierwszy wstąpił do zakonu. Wtedy i Pawłowski o tym pomyślał. Umówił się z Bogiem, że daje sobie 51 proc. szans, a jak dostanie kolejne wskazówki, szanse wzrosną.

Długo nie czekał. Kilka tygodni później poszedł na pielgrzymkę i poznał… trzy dziewczyny. Wszystkie mu się podobały. – Nie mogłem zdecydować, czy je podrywać, czy ewangelizować. Wybrałem to drugie. Więcej radości dawało mi świadczenie o Jezusie niż podrywanie.

Wstąpił do zakonu diecezjalnego, dostał się na teologię. Po studiach został kapłanem, pracuje w poznańskiej parafii. Uwielbia wygłaszać kazania. Nie ogranicza się do Biblii, czerpie nawet z mitologii greckiej. – Mądrość, jak sądzę, kryje się we wszystkich wierzeniach – tłumaczy.

O seksie mówi bez ogródek. Szczególnie do uczniów, bo uczy w liceum katechezy. Uważa, że tematu bliskości nie należy unikać, potrafi rozmawiać o antykoncepcji. Zaglądamy na YouTube’a, a tam film z rekolekcji Pawłowskiego pod tytułem „Seks jest OK!”.

Tłumaczy na nim nastolatkom, że seks, o ile uprawiają go mąż i żona, jest czymś normalnym, że „członek i pochwę, podobnie jak orgazm, stworzył Bóg”. Zachęca młodych, by podejmowali takie tematy z rodzicami, a w przyszłości z własnymi dziećmi.

Dla księdza wstęp gratis

Ewangelizacja pod klubem go-go zostaje zauważona przez media. Fronda, katolicki portal i wydawnictwo, robi z księdzem wywiad. Podchwytuje to telewizja. Wyciągają Pawłowskiego na spacer pod klub go-go. W urodziny papieża Franciszka. Ksiądz zabiera ze sobą książeczki z modlitwami, medaliki, różańce. Kamerzysta filmuje go na tle jego transparentu i klubu. Zatrzymują się zaciekawieni przechodnie. Jedni mówią, że Pawłowski się lansuje, inni – że robi dobrą robotę.

Stojąca nieopodal promotorka chowa parasolkę i ucieka do wnętrza klubu. Przez szklane drzwi widzimy, jak żywo dyskutuje z ochroniarzami. Wychodzą, ale nie mają odwagi pogonić księdza. Pawłowski wyciąga z torby różaniec, oferuje go ochroniarzom, a ci grzecznie dziękują. Wychodzi do nas blondynka w szpilkach, na brzuchu ma błyszczący pasek. Striptizerka z 10-letnim stażem.

- Niech ksiądz się zajmie głodnymi dziećmi, którym naprawdę dzieje się krzywda. Żyjemy w wolnym kraju! Czy ja idę pod kościół z transparentem i zniechęcam wiernych? Każdy ma swoje przekonania – mówi.

Striptizerka chwyta ks. Pawłowskiego pod ramię, próbuje zaciągnąć do środka.

- Dla księdza wstęp gratis – żartują ochroniarze.

Poznański rynek jako peryferie wiary

- Ten ksiądz jakiś szalony! – denerwuje się brunetka z parasolką.

Przestępuje z nogi na nogę pod drugim poznańskim klubem Cocomo. aBy nie rozmawiać z Pawłowskim, robi co kilka minut duże kółko dookoła staromiejskiego ratusza. Nie chce rozmawiać z dziennikarzami. Dzwonimy więc do kierownika obu poznańskich przybytków. Mówi, że o księdzu słyszał, ale go nie widział.

- Kończę pracę o godz. 16, a on grasuje później. Może ci z centrali coś powiedzą?

Centrala sieci polskich domów uciech Cocomo to firma z Krakowa. Proszą o pytania mailem. Obiecują, że odpowiedzą. Mija kilka dni, nie odpisują. Nie odbierają telefonu. Nie dowiemy się, co myślą o „dywersji” księdza ani tego, czy w Poznaniu spadło zainteresowanie klientów.

Również centrala kościelna, czyli kuria poznańska, nie odpowiada wprost, co myśli o działalności Pawłowskiego.

Rzecznik ks. Maciej Szczepaniak odpisuje: „Działalność ewangelizacyjna powinna skupiać się na głoszeniu osoby Jezusa Chrystusa, zwłaszcza ludziom dotkniętym obojętnością wobec wiary, na peryferiach, jak mówi papież. Być może Stary Rynek z klubami ze striptizem należy do takich peryferii. Nie ma w tym zresztą nic nowego, Kościół na wzór Chrystusa zawsze starał się szukać i ocalić to, co zginęło”.

Kto tu jest demonem?

Zdobywamy numer telefonu byłej promotorki Cocomo. Przedstawia się jako Agnieszka, studentka etymologii. W klubie go-go pracowała kilka miesięcy.

- Poległam na egzaminie z metod badawczych. Wywalili mnie ze studiów. Potrzebowałam pracy, by utrzymać się w Poznaniu. Wiedziałam, że w Cocomo stale szukają dziewczyn, bo jest duża rotacja.

Twierdzi, że lubiła tę pracę, była łatwa i przyjemna. – Przychodzisz na sześć, siedem godzin. Zagadujesz facetów, spacerujesz. Ale oczywiście muszą być efekty. Bez nich nie ma kasy.

Za każdego wprowadzonego gościa dostawała połowę ceny biletu wstępu, czyli 10 zł. Czasem mniej. Dodatkowo 10 zł za każdą godzinę pracy. – Dobrze pracowałam, żadnego faceta nie przepuściłam, chciałam zarobić jak najwięcej.

Z księdzem Agnieszka osobiście się nie spotkała, ale o nim słyszała. – Mnie to nie przeszkadzało. Jestem wierząca i podziwiam go, że ma misję. Ale to nie panie z parasolkami są demonami, które zaciągają mężczyzn do klubu. Faceci wchodzą tam na własne życzenie. I to ich trzeba nawracać, a nie dziewczęta.

Parasolki i jezusiki

Ks. Pawłowski zgadza się, że problem leży głównie po stronie mężczyzn. – Panie trudniej potępić, łatwiej zrozumieć. Choć oczywiście nie popieram tego, co robią, i modlę się, by znalazły mniej uwłaczającą pracę. Ale ich nie oceniam, bo Kościół nie potępia grzesznika, tylko sam grzech.

Jednak Ryszard, student turystyki i rekreacji, właśnie w parasolkowych paniach upatruje źródło wszelkiego zła. Przyznaje, że w Cocomo był dwa razy. – Zagnały mnie do środka. Obskoczyły mnie. Nie powiem, bym żałował. Brunetki, rude, blondynki, nawet łyse – wszystkie w najlepszym gatunku. Zostawiłem 500 zł – mówi. Akcję księdza Pawłowskiego uważa za bezsensowną.

- Każdy sam wie, co jest grzechem, a co nie.

- Jest pan wierzący? – pytamy.

- Tak. I podczas przedświątecznej spowiedzi postaram się nie zapomnieć o pobycie w Cocomo.

Czy ksiądz wyspowiadałby żonatego pod klubem, tuż po wyjściu od striptizerek? – pytamy Pawłowskiego. Odpowiada, że nie widzi problemu.

- Spowiadałem już w różnych dziwnych okolicznościach. Biegnąc maraton, a nawet na stacji benzynowej. Stoję, leję benzynę do baku, ktoś podchodzi, zaczyna opowiadać. Odchodzimy na bok. Słucham.

W ostatnią sobotę przed świętami Bożego Narodzenia ksiądz znowu pokazuje się na rynku. Tym razem w reklamówce ma statuetki małego Jezusa w żłobku. Parasolkowe panie, nie zwracając na niego uwagi, nadal zaczepiają przechodniów. Kiedy do nich podchodzi, nie chcą rozmawiać. Ale jezusiki pod choinkę biorą.

Ks. Pawłowski przed Cocomo: – Nie oceniam tych pań, bo Kościół nie potępia grzesznika, tylko grzech.

Zobacz także

 

Wyborcza.pl

Napisz odpowiedź